Istotą ustroju państwa, w którym żyjemy nie jest demokracja, ale dyktatura ośrodka władzy ukrywającego swoje istnienie, zdolnego do kontrolowania partii politycznych, administracji publicznej, mediów informacyjnych, biznesu oraz organizacji społecznych i związków wyznaniowych. Jej podstawowym narzędziem są tajne służby – państwo w państwie – które realizują wyznaczone im zadania bez szemrania, ani oglądania się na jakiekolwiek normy prawne i etyczne.

Ani rząd Jana Olszewskiego, ani żaden inny rząd po roku 1989. nie oparł się wszechwładzy tajnych służb. Czy reformatorskie przedsięwzięcia obecnej władzy to rzeczywista próba sanacji ustroju państwa, czy tylko gra pozorów? Dotychczas bywało tak, że wiele musiał się zmienić, aby wszystko pozostało po staremu… 

*    *    *    *    *

Mając za sobą przykre doświadczenia z działalności antykomunistycznej i z okresu walki o demokratyczną Polskę postanowiłem, że nie będę się włączał już więcej w sprawy związane z polityką. Piszę jednak te słowa ponieważ sytuacja w Naszej Ojczyźnie jest dla większości ludzi niezrozumiała, a jej dalszy rozwój może mieć decydujące znaczenie w jakim kierunku podąży Polska, co nie powinno być nam obojętne. Większość ludzi w Polsce jest przekonanych, że od roku 1989 żyjemy w wolnym, demokratycznym kraju i wyzwoliliśmy się od komunizmu. Zapewne więc rozczaruję, jeśli powiem, że tak nie jest!

Byłem wychowany w biednej religijnej rodzinie ceniącej uczciwość, prawdę i wiarę, dlatego pewnie mój charakter był bardziej odporny na pokusy kierowania się interesem materialnym – honor był dla mnie najważniejszy i najcenniejszy. Po studiach zgłosiłem się na służbę w Milicji Obywatelskiej (MO) i miałem nadzieję, że będę tam mógł walczyć ze złem. Szybko zorientowałem się, że w milicji istniały zawodowe kasty. Ta najwyższa była usytuowana w Komendzie Głównej MO, a niższą kastę stanowiły Komendy Wojewódzkie MO. Tym kastom wolno było wszystko, a większość ówczesnych milicjantów była tylko wyrobnikami mającymi za zadanie walczyć o interesy tych wyższych kast. Obie kasty milicyjne były ściśle powiązane z komunistycznym układem partyjnym, który dbał o interesy swoich wybrańców, sowicie ich wynagradzając i dając im przywileje zapewniające dobrobyt w zamian za ślepe posłuszeństwo wobec jedynej wówczas partii.

Nad kastami milicyjnymi stała Służba Bezpieczeństwa (SB), która w porozumieniu z funkcjonariuszami Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR) decydowała o wszystkim, w tym również o organizacji milicji i używaniu jej do walki z protestującym społeczeństwem w latach 1956, 1970, 1976, 1980-1989 oraz ówczesną opozycją. Zadaniem SB i wyższych kast milicji było wzbudzenie wśród milicjantów odrazy do opozycjonistów i ludzi walczących o demokrację, którzy wówczas byli nazywani warchołami, wywrotowcami, kapitalistycznymi agentami i wrogami władzy ludowej. Ludzi tych przedstawiano w bardzo złym świetle, aby wzbudzić do nich nienawiść i agresję. Pozostawaliśmy w zupełnej izolacji od wolnych mediów, więc z łatwością ówczesnej władzy to się udawało.

Nastała „Solidarność” i pojawiały się podziemne niezależne publikacje, które zacząłem czytać. W ten sposób poznawałem fakty z różnych stron. Szybko zorientowałem się, że ta druga strona ma jednak więcej racji od racji, którą  karmiła nas komunistyczna propaganda. Zrodziła się we mnie i w innych uczciwych milicjantach chęć do życia inaczej i wyzwolenia się z komunistycznego jarzma. Wówczas, od wiosny 1981 roku, zaczęliśmy organizować się w ruch związkowy chcący zreformować ówczesną milicję. Napotkaliśmy jednak na silny opór, bardzo szybko zostaliśmy unieszkodliwieni i zwolnieni z pracy.

Kiedy zbliżyliśmy się do ruchu społecznego Solidarność i Solidarność coraz bardziej zaczęła nas popierać, SB uruchomiła swoich agentów, którzy „w tajemnicy” rozpowszechniali fałszywe informację, że komuna nas specjalnie zwolniła ze służby w milicji, abyśmy przeniknęli do struktur Solidarności i rozwalili je od wewnątrz. Mimo to mieliśmy ludzi, którzy nam ufali i wierzyli w to co mówimy. Nikt nie zdawał sobie wówczas sprawy, że w każdym większym zakładzie pracy było zatrudnionych od kilku do kilkudziesięciu płatnych konfidentów SB.

Stan wojenny pogrzebał nasze marzenia o wolności i sprawiedliwości. Ten mroczny okres naszej historii wyorał w naszym narodzie ogromna bliznę, która pozostanie na zawsze. Wiele osób straciło życie i zdrowie oraz wydarzyło się wiele tragedii. W mojej pamięci na zawsze pozostanie strajk w Stoczni Szczecińskiej, kiedy stanąłem oko w oko z moimi dawnymi „kolegami” milicjantami, jednak nie w jednym szeregu, ale naprzeciwko siebie…

Dziś dzieją się dziwne rzeczy. Opozycja polityczna łączy się z agentami bezpieki i funkcjonariuszami służb specjalnych. Obecna opozycja była i jest wyłącznie przykrywką drugiego dna istniejącego w Naszej Ojczyźnie, jakim jest podziemna i dobrze zorganizowana struktura istniejąca od dawien dawna, wywodząca się z byłych tajnych służb, która tak naprawdę do chwili obecnej ma dalej decydujący wpływ na sytuację w Polsce. Ja nazywam tą strukturę Państwem Służb Specjalnych — w skrócie PSS. To właśnie ta struktura potrafi wpływać na wszystko, co w Polsce się dzieje i praktycznie może dokonać wszystkiego, jeśli będzie jej się to opłacić. W rękach tej struktury jest prawie wszystko, włącznie z wpływami na gospodarkę, politykę, wymiar sprawiedliwości i inne najważniejsze dziedziny naszego życia. Partie polityczne są jednym z narzędzi służących do sprawowania realnej władzy przez PSS. Nie mam żadnych wątpliwości, że „demokracja” od 1989 roku jest aranżowana według scenariusza PSS, a tak naprawdę dalej żyjemy w zniewolonej przez komunistyczne służby specjalne ojczyźnie. Rządy do tej pory mogły tylko tyle, na ile pozwoliło im swoimi poleceniami PSS.

Obecny rząd PiS zrobił wyłom i zaczął realizować to, do czego został powołany w interesie obywateli. To wzbudza w tajnych strukturach PSS sprzeciw i agresję  wyrażaną w najróżniejszy sposób. Muszę w tym miejscu zaznaczyć i podkreślić, że nie zgadzam się ze wszystkimi decyzjami PiS i szczerze mówiąc, ze względu na moją wiedzę i doświadczenie, nie mam zaufania do żadnej partii politycznej i mieć raczej nie będę. Doskonale wiem, że prawie każdego można przekupić lub zastraszyć i jest to tylko kwestia odpowiedniej sumy albo odpowiedniej dawki strachu. Dostałem od życia wystarczająco dużo „w kość”, aby te moje przekonania odmienić…

*    *    *    *    *

*    *    *    *    *

Aby wyjaśnić sens przemiany byłych agentów tajnej komunistycznej bezpieki w dzisiejszych “opozycyjnych bohaterów” należy wrócić do okresu narodzin ruchu solidarnościowego, a nawet wcześniej – do czasów powstawania powojennej opozycji antykomunistycznej. Dawny Urząd Bezpieczeństwa, a później Służba Bezpieczeństwa [red: po roku 1989 Urząd Ochrony Państwa i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego] wykorzystywała do walki z opozycją całą rzeszę wszelakiej maści agentów ulokowanych w środowiskach opozycyjnych oraz w większości państwowych zakładów pracy. Wiedzę o tym, co się dzieje przekazywali również funkcyjni członkowie PZPR, którzy zapewniali, że „socjalizmu będą bronić jak niepodległości”.

Tajne komunistyczne służby posługiwały się agenturą [red: tzn. utajnionymi funkcjonariuszami SB i ich konfidentami], którą pozyskiwały w rozmaity sposób – najczęściej na podstawie obciążających materiałów, takich jak: przyłapanie pracownika na drobnej kradzieży lub innym drobnym przestępstwie, zdrady małżeńskie, jazda po alkoholu, nietypowa orientacja seksualna, kompromitujące pasje lub rozmaite sprawy obyczajowe. Takim nieszczęśnikom darowano ich przewinienia i gwarantowano bezkarność w zamian za zobowiązanie do przekazywania informacji dotyczących środowiska, w którym żyją i pracują. Oczywiście, pozyskiwano do współpracy z bezpieką także ideowców, którzy święcie wierzyli we władzę komunistyczną i jej wrogów z którymi należy walczyć.

Służby specjalne pozyskiwały i szkoliły również takich agentów, którzy nigdzie nie byli zarejestrowani. Ten rodzaj agentury był najbardziej niebezpieczny dla opozycjonistów, ponieważ posiadał metodyczne przygotowanie do manipulowania ludźmi i potrafił szybko integrować się ze środowiskiem, w którym był ulokowany. Najzdolniejsi agenci potrafili tak skutecznie manipulować ludźmi, że uznawano ich za bohaterów – najbardziej zaciekłych przeciwników komuny. Bardzo często stawali się przywódcami strajków i opozycyjnych grup. Mając pewność swojej bezkarności mogli na wiele sobie pozwolić, otwarcie demonstrując sprzeciw wobec komunistycznej władzy. Za tą “determinację” i “odwagę” otrzymywali dodatkowe wynagrodzenie od bezpieki. Dla ich uwiarygodnienia byli poniżani przez milicję i SB, a nawet pałowani na demonstracjach. Zatrzymywano ich także za rzekomą działalność opozycyjną, jednak podczas zatrzymań nie byli dręczeni jak inni prawdziwi opozycjoniści. Składali w tym czasie swoim resortowym przełożonym sprawozdania ze swojej agenturalnej roboty i osiągnięć, sprzedając oczywiście innych. Często umieszczano ich w jednej celi z opozycjonistami, aby wyciągali od nich informacje. Ta misterna i żmudna praca powodowała, że bezpieka wiedziała praktycznie wszystko, co dzieje się w zakładach pracy PRL i ich otoczeniu. Za pośrednictwem tajnej agentury  miała również poważny wpływ na rozwój sytuacji w kraju i mogła bez problemu moderować społeczne nastroje, podsycając je lub tłumiąc.

Wielu tajnych funkcjonariuszy bezpieki i ich współpracowników zaczęło odgrywać znaczące role w środowiskach opozycji demokratycznej. W pierwszym okresie rozpracowywania opozycji agentura miała zakazane aby obejmować przywódcze funkcje w opozycyjnych ruchach. Później ten zakaz został zniesiony, ponieważ tajne służby zorientowały się, że mogą w tym sposobem osiągać znaczący wpływ na naczelne struktury opozycji, a tym samym, możliwość pełnego sterowania ruchem opozycyjnym.

Gdy komunistyczna bezpieka miała już pewność, że w ruchu opozycyjnym jest wystarczająco dużo odpowiednio wyszkolonej i gotowej wykonać każdy nikczemny rozkaz agentury, postanowiono rozliczyć się z „motłochem” – jak nazywano wówczas szeregowych członków Solidarności i opozycyjnych działaczy. Zebrano informacje o najaktywniejszych i jednocześnie najbardziej niebezpiecznych opozycjonistach. Służby doskonale wiedziały, że jeśli odizolują przywódców od reszty „motłochu”, to opozycyjny „motłoch” nie będzie w stanie skutecznie przeciwstawić się komunistycznemu reżimowi.

Po starannym rozbudowaniu agentury w opozycyjnych środowiskach oraz opracowaniu szczegółowych planów jej unieszkodliwiania, wprowadzono stan wojenny. Tajne komunistyczne służby były wyśmienicie zorganizowane i przygotowane na rozmaite warianty przebiegu stanu wojennego. W zależności od sytuacji były one z powodzeniem realizowane. Planując wprowadzenie stanu wojennego, komunistyczny reżim chciał osiągnąć swoje cele z jak najmniejszymi stratami. Starano się więc likwidować środowiska oporu w sposób możliwie jak najmniej dolegliwy, ale nie wszędzie się to udało.  Konieczne były działania represyjne, z użyciem broni palnej włącznie. Użycie siły utwierdziło opozycję w przekonaniu, że reżim nie odda nawet kawałeczka swojego pola i bez skrupułów rozprawi się ze wszystkimi swoimi przeciwnikami. Represje były skuteczne.  Ludzie naprawdę bali się drastycznych rozwiązań siłowych.

Akcje internowania działaczy opozycyjnych były połączone z internowaniem agentów tajnych służb. Miało to służyć dalszej infiltracji w celu pozyskiwania informacji o nastrojach wśród internowanych oraz ich kontaktach. Oczywiście, tajni agenci bezpieki udający opozycjonistów dostawali za taką „odsiadkę” pieniądze. Na dziesięciu prawdziwych internowanych opozycjonistów przypadał średnio jeden internowany agent.

Z czasem, po uspokojeniu nastrojów społeczeństwa, reżimowe władze ogłaszały „akty dobrej woli”, polegające na stopniowym łagodzeniu wprowadzonych stanem wojennym ograniczeń i ogłaszaniu amnestii. Nie przyniosło to jednak oczekiwanej przez władze normalizacji życia społecznego, ponieważ ludzie nie poddawali się i organizowali nowe akcje przeciwko reżimowi. Nie mając innego wyjścia, komunistyczny reżim przystąpił do realizacji kolejnego planu polegającego na stworzeniu iluzji „demokratyzacji reżimowej władzy”. Opierając się na sprawdzonych kadrach opozycjonistów-agentów, przystąpiono do zakrojonych na dużą skalę przygotowań, których celem było przekazanie władzy w ręce upozorowanej opozycji, czyli opozycjonistów-agentów.

Tajne służby przystąpiły niezwłocznie do szkolenia agentury pod kątem budowania opozycyjnych struktur, które w nieodległej przyszłości miały formalnie przejąć władze od PZPR. Aby tę operację upozorowanego przekazania władzy uwiarygodnić, przekonywano do udziału w tym przedsięwzięciu także środowiska inteligencji, ponieważ wyglądałoby śmiesznie, gdyby ministrami w przyszłym rządzie byliby jedynie absolwenci – dajmy na to – zasadniczych szkół elektrycznych.

Przygotowując kadry do przyszłego rządu, komunistyczne władze liczyły się jednak z możliwością utraty wpływów politycznych. Rozpoczęły więc gromadzenie środków finansowych tworząc swoje zagraniczne firmy i banki. Ludzie w Polsce pracowali jak zawsze, produkcja szła, a mimo to na krajowym rynku nie było wyprodukowanych towarów, ponieważ towar był wywożony i sprzedawany za granicą. Tam również inwestowano środki finansowe uzyskane z jego sprzedaży. W ten sposób, w ciągu kilku lat zgromadzono poza Polską znaczny kapitał, który miał być misternie powiązany z przyszłym konfidencko-demokratycznym rządem Polski. Po stworzeniu odpowiedniej bazy finansowej rozpoczęto “pertraktacje” – jak to wówczas nazywano – z opozycją. Końcowym aktem tych “pertraktacji” były obrady Okrągłego Stołu, za którym zasiedli przedstawiciele komunistycznej władzy z jednaj strony i delegacja NSZZ Solidarność z wieloma agentami-opozycjonistami z drugiej. Ta wszystko-mówiąca obsada, uformowała struktury nowego, konfidencko-demokratycznego rządu Polski,  nazywanego szumnie Rządem Wolnej Polski.

W interesie wszystkich uczestników Okrągłego Stołu zawarto wówczas pakt o nietykalności przeszłości funkcjonariuszy komunistycznego reżimu i zagwarantowano im w nowej Polsce pełne bezpieczeństwo. Na mocy tego porozumienia objęto ich ochroną i nigdy nie rozliczono z niechlubnej przeszłości. Po przejęciu przez nowy rząd władzy, większość z nas cieszyła się jak dzieci i wiwatowała na cześć “demokracji” nie wiedząc jeszcze, co nam ta “demokracja”  tak naprawdę przyniesie.

Natychmiast po przejęciu władzy przez tzw. konstruktywną opozycję, rozpoczęto reformowanie gospodarki, polegające głównie na wykupowaniu narodowego majątku za marne grosze przez nikomu nie znanych ludzi, a także „zasłużonych działaczy” Solidarności. Szybko i za bezcen przekazywano w nieznane ręce polskie banki. Cała gospodarka znalazła się pod kontrolą ulokowanych poza Polską centrów finansowych, należących do byłych funkcjonariuszy komunistycznego reżimu. Naród pozostał niewolnikiem we własnym kraju. Zamiast cieszyć się wolnością i pracować na swój dobrobyt, nadal pracował na Państwo Służb Specjalnych, a wszystko odbyło się  niby w majestacie prawa i niby na zasadach konkurencyjnej gospodarki rynkowej.

Ludzie byli bezradni, gdy kolejno padały wielkie zakłady pracy, a ich pracowników wyrzucano na bruk. Zwykłym ludziom wmawiano – często ironicznie – że muszą zapłacić za ustrojowe przekształcenia, bo innego wyjścia nie ma. Przekonywano nas, że nie da się utrzymać rentowności wielkich socjalistycznych przedsiębiorstw, choć te przemysłowe molochy całkiem dobrze funkcjonowały na europejskich i światowych rynkach, a ludzie mieli w nich pracę i źródło utrzymania swoich rodzin.

Komunistyczny, czy już wtedy post-komunistyczny aparat dołożył wszelkich starań, aby struktury nowego państwa nadal były w pełni dyspozycyjne wobec swoich niewidzialnych mocodawców. Większość znaczących stanowisk została obsadzona przez starych zaufanych agentów, którzy – co oczywiste – dobierali sobie współpracowników spośród sobie podobnych, dyspozycyjnych ludzi. Tak tworzyły się stopniowo lokalne układy, które zarządzały majątkiem i strukturami państwa pod dyktando swoich niewidocznych mocodawców.

W myśl porozumień Okrągłego Stołu zaniechano wszelkich rozliczeń za okres PRLu i zadeklarowano tzw. „grubą kreskę”. Umożliwiło wyczyszczenie archiwów bezpieki z większości agenturalnych teczek, w których gromadzono dowody współpracy zaprzedanych opozycjonistów z komunistycznym reżimem. Za cichym pozwoleniem ówczesnego rządu masowo niszczono dokumentację komunistycznych służb specjalnych oraz wszelkie ślady potwierdzające udział i współpracę z komunistycznym reżimem tych ludzi, którzy mieli wówczas decydujący głos w – podobno demokratycznych – rządach wolnej Polski.

Jednak prawie zawsze pozostawał jakiś ślad (wpis, numer dziennika, data rejestracji, nazwa jednostki, kategoria, pseudonim, nazwisko funkcjonariusza prowadzącego itp.), który prowadził do identyfikowania konfidentów komunistycznej bezpieki. Dlatego wszyscy, którzy mogli być zdekonspirowani, zostali na taką okoliczność odpowiednio poinstruowani. Pouczono ich, aby w razie ujawnienia kompromitujących dokumentów wypierali się wszystkiego i zrzucali winę na „wstrętne reżimowe służby specjalne”, które dla zdyskredytowania „bohaterskich działaczy opozycji” wytwarzały rozmaite obciążające ich materiały. Modelowym przykładem obrony zgodnej z tą instrukcją jest zachowanie Lecha Wałęsy – TW “Bolka”, który idzie w zaparte wobec oczywistych dowodów.

Taka metoda tłumaczenia się agentury zdawała początkowo egzamin i wielu ludzi uwierzyło, że służby specjalne zajmowały się tworzeniem fikcyjnych teczek oraz innych materiałów obciążających działaczy opozycji. Tylko nieliczni wiedzieli, że było to po prostu niemożliwe, ponieważ  bezpieka nie mogła wiedzieć kilkanaście lat wcześniej, że np. TW „Bolek” i TW „Alek” zostaną prezydentami RP, a inne osoby ministrami lub wysokimi rangą policjantami. Prawdziwie niezłomni działacze opozycji takich sfałszowanych dowodów współpracy z bezpieką nie mieli i nigdy takich podrabianych dokumentów nie ujawniono. Po prostu ich nie było.

Tajne komunistyczne służby były oczywiście przewidujące i skutecznie chroniły swoich cennych współpracowników w najprzeróżniejsze sposoby. Jednym z nich było tworzenie  przez innych agentów doniesień, z których wynikało, że ci cenni i chronieni byli żarliwymi przeciwnikami komunistycznego reżimu. Tak aranżowane doniesienia agentów na agentów stały się później postawą przyznawania najbardziej szkodliwym dla opozycji złoczyńcom wysokich państwowych odznaczeń i zaszczytów, a także środkiem ochrony przed odpowiedzialnością karną i moralną.

Tajne komunistyczne służby były perfekcyjne w swoim działaniu. Potrafiły ze znacznym wyprzedzeniem przewidywać rozwój sytuacji i zabezpieczać się na przyszłość. Mając w swojej dyspozycji Instytut Pamięci Narodowej, w którym zgromadzono ocalałe od zniszczenia dokumenty komunistycznej bezpieki, mogły z łatwością wytworzyć jakąkolwiek historię, o każdej zaewidencjonowanej w IPN osobie. Co istotne, do Kapituły Odznaczeń przy Prezydencie RP przeniknęły osoby posiadające ścisłe powiązania z komunistyczną bezpieką, dzięki czemu powstała „fabryczka lipnych odznaczeń” Prezydenta RP, przyznawanych wysokim rangą agentom-opozycjonistom. Odznaczeni stawali się praktycznie nietykalnymi, ponieważ legitymowali się swoimi rzekomo wielkimi zasługami, więc nikt nie śmiał im niczego zarzucić. Jeśli ktoś jednak na to się odważył, to stawał przed sądem i skazywany był za zniesławienie antykomunistycznego „bohatera”, a w rzeczywistości tajnego współpracownika komunistycznego reżimu. Zdrajcy naszej ojczyzny noszą ordery i śmieją się do rozpuku z tych, którzy walczyli z komuną – z tych, którym nawet nie powiedziano zwykłego słowa “dziękuję”.

Jak wielki wpływ na budowę nowej Polski miało Państwo Służb Specjalnych nich świadczy choćby ten fakt, że pierwszymi trzema prezydentami w „Nowej Polsce” byli tajni współpracownicy służb specjalnych PRL – TW „Wolski”, TW „Bolek” i TW „Alek”. Warto zapewne przeanalizować ilu ministrów, sędziów, prokuratorów a także innych państwowych i samorządowych urzędników było tajnymi współpracownikami w okresie formowania nowej władzy po roku 1989. Jestem pewien, że wyniki takiej analizy będą zatrważające. Z ostatnich wypowiedzi ministra Antoniego Macierewicza wynika, że około ¾  składu ministrów w poprzednich rządach posiada udokumentowaną w IPN agenturalną przeszłość i powiązania była ze służbami specjalnymi PRL. Strach to napisać, że wciąż nie żyjemy w wolnej Polsce, tylko w kraju agentów, konfidentów i sprzedawczyków.

Pisząc te słowa mam  prawo obawiać się, że pewnego poranka przyjdzie do mnie ABW  i  potraktuje mnie tak jak Wojciecha Sumlińskiego, który pisał o przekrętach w strukturach państwa, wymieniając  winnych z imienia i nazwiska. Mimo wszystko coraz bardziej zaczynam wierzyć, że mafijne struktury Państwa Służb Specjalnych można  nadwyrężyć, o ile nie całkowicie je zlikwidować. Mając za sobą tylu sprzymierzeńców mocno w to wierzę, że tak się naprawdę stanie.

Tekst opracowany na podstawie artykułów Juliana Sekuły:
» Państwo Służb Specjalnych – Prawda, czy Fałsz?
» Echa publikacji o Państwie Służb Specjalnych

źródło: Stowarzyszenia Byłych Funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej Represjonowanych Za Działalność Związkową i Polityczną w Latach 1981-1989 „Godność”

więcej:
» K.Kołodziejski: Upadek komunizmu – sterowana rewolucja
» A.Zybertowicz: Antyrozwojowe grupy interesów (PDF)
» A.Zybertowicz: Patologia polskiej transformacji (PDF)
» M.Piotrowski: TW – zasady werbunku i kolaboracji
» A.Kotecka: W służbach jak w sekcie – psychologiczne techniki kontroli umysłów
» P.Gontarczyk & Sł.Cenckiewicz: SB a Lech Wałęsa – przyczynek do biografii
» P.Zyzak: Lech Wałęsa – idea i historia
» Jacek Bartyzel: Dyktatura – czym jest tak naprawdę
» W.Sumliński: Oficer
» HFPCz: Służby specjalne policyjne i skarbowe, a prawa człowieka
» St.Michalkiewicz: Odgrzewane kotlety
» A.Rozpłochowski: Politycy “dobrej zmiany”, dlaczego i wam jesteśmy tak obojętni?