Oni tam w Brukseli, bez żadnego mandatu społeczeństwa, wymyślają regulacje, które nie podlegają żadnej kontroli. Jan Paweł II dawno temu przestrzegał, że jeżeli prawo będzie tworzone bez opamiętania i będzie chęć regulowania wszystkiego, to w konsekwencji zrodzi to kolejny system totalitarny – podkreśla w rozmowie z portalem WNP.PL Roman Kluska, przedsiębiorca, twórca i były prezes spółki Optimus SA, obecnie m.in. hodowca owiec i producent serów. 

  • Według Romana Kluski u nas niestety jest tak, że zaletą stało się głównie lawirowanie między procedurami. Chodzi o to, żeby w papierach wszystko się zgadzało.
  • Kluska wskazuje, że nasze elity przesiąkły chęcią regulowania wszystkiego, jak w podręczniku socjalistycznego planowania, gdzie urzędnik zawsze wie lepiej niż obywatel. 
  • Zdaniem Kluski wielu osobom weszło to w krew i nie potrafią już inaczej. Stąd ta okropna biurokratyczna machina.
  • Po roku 1989 rozkradano naszą gospodarkę – mówi Roman Kluska. – Brakowało egzekwowania odpowiedzialności cywilnej. Dopuszczano z premedytacją do złego.

Roman Kluska zaznacza, że biurokracja jest u nas rozdęta do niewyobrażalnych rozmiarów. Trzeba z nią walczyć.

Znany podróżnik Wojciech Cejrowski zaznacza, że UE jest przeregulowana, że wolny rynek w Unii to mrzonka. Zgadza się pan z tym?

– Oczywiście, że Wojciech Cejrowski ma rację. Oni tam w Brukseli, bez żadnego mandatu społeczeństwa, wymyślają regulacje, które nie podlegają żadnej kontroli. Jan Paweł II dawno temu przestrzegał, że jeżeli bez opamiętania będzie tworzone prawo i będzie chęć regulowania wszystkiego, to w konsekwencji zrodzi to kolejny system totalitarny.

Czy taka dzisiejsza UE nie ulegnie niebawem rozpadowi?

– Coś zaczyna się dziać. Nawet w krajach tzw. starej UE ludzie dostrzegają, że regulowanie wszystkiego nie prowadzi do niczego dobrego.

To odebranie podmiotowości obywatelom jest zgubne! Nawet jeden z polityków CSU w Bawarii zaznaczył, że należy powrócić do korzeni. Unia Europejska była piękną ideą, kiedy funkcjonowała Wspólnota Węgla i Stali. Chodziło bowiem o możliwości gospodarcze, o rynek, o jego skalę.  Ale potem to się wynaturzyło.

U nas niestety jest tak, że zaletą stało się głównie lawirowanie między procedurami. Chodzi o to, żeby w papierkach wszystko się zgadzało. Jakoś Wielka Brytania, będąc w Unii Europejskiej, potrafiła stworzyć korzystne warunki dla rozwoju, również dla ponad miliona Polaków, którzy wyemigrowali na Wyspy.

Tu istotna jest też kwestia kompetencji elit… 

– Zgadza się. A te nasze przesiąkły chęcią regulowania wszystkiego, jak w podręczniku socjalistycznego planowania, gdzie urzędnik zawsze wie lepiej niż obywatel.

Wielu osobom weszło to w krew i nie potrafią już inaczej. Stąd ta okropna biurokratyczna machina. Piękny czas był na początku lat 90. Ustawa Mieczysława Wilczka powodowała, że przedsiębiorcy nie czuli się skrępowani.

Widziałem, jak to wówczas działało, i rozumiem opinie wygłaszane o Unii Europejskiej przez Wojciecha Cejrowskiego. Oczywiście było też zło, że rozkradano naszą gospodarkę po roku 1989. Ale to już inna sprawa. Brakowało egzekwowania odpowiedzialności cywilnej. Dopuszczano z premedytacją do złego. Pamiętam doskonale, jak prezes cementowni ze łzami w oczach opowiadał mi o jej sprzedaży. Poszła za tyle, ile w magazynie było cementu. W ogóle nie wyceniono parku maszynowego, nie wyceniono hal. To była granda. Tak jest, gdy odpowiedzialność cywilną zastępuje się „procedurą” – sprzedajemy za tyle, ile ktoś zapłaci.

Co obecnie sprawia panu frajdę?

– Tworzenie serów owczych uznawanych przez fachowców za najlepsze na świecie. Niestety trend jest taki, że cały świat pogarsza jakość, wprowadza chemię, wprowadza GMO itd.

A u mnie odwrotnie – jest stały nacisk na jakość. Wprowadziłem umaszynowienie i najnowsze technologie, gdzie tylko się dało, żeby obniżyć koszty. Ale to absolutnie nie może się odbywać kosztem jakości. Wszelkie etapy powstawania serów realizuję sam, bo tylko wtedy mogę być pewny najwyższego poziomu.

Jak to?

– Zwyczajnie. Sam uprawiam ziemię na pasze, pastwiska, sam hoduję owce i dbam o nie, a dalej przerabiam mleko na sery.

Mamy niezwykle nowoczesne laboratorium mikrobiologiczne. Badamy wszystko: pasze, mleko, sery, a nawet czystość wymion przy dojeniu owiec. Kontrola jest stuprocentowa. Przy produkcji bez pasteryzacji mleka pedantyczna czystość to podstawa. Wielu chce to zobaczyć, mamy wycieczki z USA czy Australii. Zastosowałem najlepsze technologie dostępne w mleczarstwie, najnowocześniejszy sprzęt rolniczy. Przykładowo w roku 2017 dołożyłem do tego milion złotych. Praktycznie każdego roku dokładam.

Prawdziwie, a nie formalnie zdrowa żywność to duży koszt. Wprowadziliśmy też wykrywanie wczesnych stanów zapalnych u owiec i doimy tylko te zdrowe. Chore nie są dojone, podobnie jak te, u których wykryto stan zapalny. Owce muszą zażywać sportu, muszą być w ruchu.

To ich żywioł?

– One chodzą sobie po różnych chaszczach, po skałkach. Im bardziej stromo, tym bardziej chcą tam wejść. Te owce mają swoje ambicje. A zatem zdarzają się rany, otarcia.

A wszelkie stany zapalne pogarszają jakość mleka. Dlatego 15 proc. mleka poszło dla piesków, kotków, no i do kanalizacji. Całą produkcję sezonu 2017 już sprzedaliśmy i teraz nie ma serów aż do kwietnia, aż dojrzeją pierwsze z sezonu 2018.

Wiele firm zafascynowało się moim projektem. A Niemcy nawet dopłacili do interesu, chcąc dobrze zrealizować projekt. Nikt nie chciał się podjąć zrobienia takiej mleczarni, jaką sobie zażyczyłem. W końcu niemiecki koncern się tego zadania podjął. Niemcy przez rok prowadzili badania na mleku moich owiec. Niektóre rzeczy robili dwukrotnie, więc opóźnienie w realizacji wyniosło rok i trzy miesiące. Widząc ich wielkie zaangażowanie, zapłaciłem im więcej niż przewidywał kontrakt.

Jeżeli dokłada pan co roku milion złotych do produkcji serów, to zarabia pan na czymś innym?

– Jestem wrośnięty w gospodarkę, mam z czego finansować te dopłaty. Celem nie są dla mnie pieniądze. Już je zarobiłem. Teraz robię to, co sprawia mi frajdę. To dla mnie nowa jakość życia.

Jakby przyszło panu porównać siebie z czasów Optimusa i obecnych, to?

– To są dwie całkiem różne postacie. Mój system wartości uległ zmianie. Krzywdy, jakich doznałem za czasów Optimusa, zmieniły moje postrzeganie świata.

To, co kiedyś było ważne, runęło niczym domek z kart. Wierzyłem, że sądy są sprawiedliwe, a prokuratura tropi złodziei. Jednak to wszystko okazało się fikcją. Obecnie mam wewnętrzny spokój, poczucie bezpieczeństwa, które czerpię z wiary. A to, co dookoła, jest jakby na drugim planie. Wyciszyłem się. Chciałbym, żeby Polska rozwijała się i żeby ludziom żyło się dobrze. Jednak do pokonania jest mnóstwo barier, głównie tych natury biurokratycznej.

Rozmawiał: Jerzy Dudała


Roman Kluska, ur. 5 lipca 1954 roku w Brzesku. Polski przedsiębiorca, twórca i były prezes spółki Optimus SA. Jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Firmę Optimus założył w 1988 roku. W niedługim czasie stała się ona czołowym producentem komputerów w Polsce. Firma odniosła wówczas duży sukces.

Z jej prowadzenia Roman Kluska zrezygnował w 2000 roku, sprzedając udziały w Optimusie BRE Bankowi. Jako powody podał m.in. atmosferę zastraszenia, uniemożliwiającą prowadzenie w ówczesnej Polsce uczciwych interesów. W lipcu 2002 r., po rezygnacji z kierowania spółką, został w spektakularny sposób aresztowany pod zarzutem wyłudzenia przez Optimus 30 mln zł podatku VAT. Wolność odzyskał po wpłaceniu kaucji w wysokości 8 mln zł, odebrano mu jednak paszport, a jako dodatkowe zabezpieczenie majątkowe zajęto jego posiadłość. Aresztowanie wywołało znaczny oddźwięk w mediach. 

W listopadzie 2003 r. NSA uchylił wszystkie zaskarżone decyzje i zarządził od organów podatkowych zwrot kosztów. Sprawa pokazała opinii publicznej nieprawidłowości w działaniu administracji publicznej. Zgodnie z późniejszymi wyrokami NSA działania podejmowane wobec Romana Kluski nie miały podstaw prawnych i miały charakter zorganizowanej nagonki. Po odejściu z Optimusa zaangażował się w działalność filantropijną. Kluska jest między innymi twórcą wydawnictwa i księgarni wysyłkowej Prodoks, które wydaje i dystrybuuje książki, głównie o tematyce religijnej. 

Roman Kluska zajmuje się hodowlą owiec oraz produkcją zdrowej żywności, w tym serów. W październiku 2015 roku został członkiem Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę.W 2016 roku odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.


więcej: