Po dwuletniej deflacji, w grudniu ubiegłego roku powróciła inflacja. W połowie lutego osiągnęła wskaźnik 1,8% w skali roku. Oznacza to, że dziś potrzebujemy więcej pieniędzy na zakup tych samych towarów, niż potrzebowaliśmy ich przed rokiem, a na koniec roku 2017 z dużym prawdopodobieństwem potrzebować będziemy jeszcze więcej. Utraty siły nabywczej pieniądza często jednak nie dostrzegamy. Zachodzi niepostrzeżenie, pod osłoną przewrotnej medialnej propagandy, usiłującej zafałszować oczywiste gospodarcze fakty i uśpić naszą czujność. Fakty natomiast są takie, że inflacja służy tylko bankom i rządom. Tym pierwszym pomaga w cichym  okradaniu społeczeństwa z oszczędności i majątków, a tym drugim ułatwia obsługę publicznego długu. 

Geneza 

Inflacja jest efektem psucia pieniądza na skutek nadmiernego zwiększania jego podaży, głównie przez emisje banków centralnych oraz kreowanie go w akcjach kredytowych przez banki komercyjne. Zjawisko stałej utraty wartości pieniądza pojawiło się w końcu XVII wieku, gdy w Wielkiej Brytanii zalegalizowano upaństwowioną grabież, polegającą  na przyznaniu prywatnym bankom wyłącznego prawa do emitowania fałszywych, poświadczonych przez państwo kwitów depozytowych (not bankowych) nie mających pokrycia w zdeponowanym złocie. Z czasem kwity te przekształciły się w walutę i pieniądz fiducjarny, czyli całkowicie oderwany od jakiegokolwiek ekwiwalentu swojej wartości w szlachetnym kruszcu. Pieniądz stał się ostatecznie towarem samym w sobie, zamiast pozostać jedynie miernikiem wartości rozmaitych dóbr materialnych i ludzkiej pracy.

Proces utraty siły nabywczej przez pieniądz

 

Inflacja w służbie banków

Im więcej komercyjny bank udziela kredytów, tym więcej kreuje pustego pieniądza, wyczarowując go z niczego — pieniądza, który nabiera swojej wartości dopiero wtedy, gdy kredytobiorca kupuje za pożyczone pieniądze realne dobra materialne lub usługi. W każdej bankowej umowie kredytowej zapisywane jest zobowiązanie kredytobiorcy do zapłaty odpowiednich odsetek od kredytu, a zatem bank zarobi na odsetkach tym więcej, im więcej pożyczy pieniędzy, których… nigdy nie miał. Jeśli kredytobiorca nie spłaci kredytu, to bank może zarobić nawet więcej, przejmując zastawione na kredycie dobra.

Zalegalizowana w większości państw złodziejska zasada tzw. częściowej rezerwy umożliwia bankom dopisywanie na konto kredytobiorcy nieistniejących pieniędzy. Takie kuriozalne, trudne do pogodzenia ze zdrowym rozsądkiem i poczuciem przyzwoitości unormowanie prawne stworzyło przed 300 laty podstawę współczesnej bankowości, czyli prawny fundament do uprawiania banksterskiego procederu. Co więcej, w ostatnich latach ustanowiono kolejne bandyckie regulacje prawne zezwalające na ograbienie klientów zagrożonego upadłością banku z ich kapitałowych inwestycji i depozytów. Możliwe jest to — o zgrozo — na podstawie nie podlegającej wstrzymaniu decyzji administracyjnej. Mechanizm tej upaństwowionej, drastycznie łamiącej prawo własności grabieży nazywa się Bail In, a jego administratorem jest od połowy ubiegłego roku Bankowy Fundusz Gwarancyjny.

Inflacja i deflacja w Polsce w latach 2012-2017


źródło: Stooq

Inflacja w służbie rządów i samorządów

Najlepszymi klientami banków są oczywiście instytucje rządowe, które chętnie pożyczają duże pieniądze pod zastaw bieżących i przyszłych podatków. Władze centralne i lokalne przerzucają na społeczeństwo skutki zawieranych umów kredytowych, przekształcając wolnych ludzi w zaharowanych wyrobników, zniewolonych monstrualnym publicznym długiem i rosnącymi podatkami. Systematycznie rozrasta się kasta państwowych biurokratów, którzy stanowią naturalne zaplecze polityczne i wyborcze każdego kolejnego rządu.

Obsługa rządowych pożyczek sprowadza się jedynie do spłaty odsetek, ponieważ budżetu państwa nie jest stać na spłatę ogromnych rat kapitałowych. Jest to sytuacja bardzo wygodna dla banków, a nawet pożądana, ponieważ swoje zyski osiągają głównie z odsetek. W ich interesie spoczywa zatem stałe zwiększanie publicznego długu (tzw. “wiecznego długu”), od którego naliczane są coraz wyższe odsetki. Obsługa odsetek od kredytów staje się dla władz publicznych prostsza, jeśli osiągają one wyższe wpływy z podatków, czemu sprzyja inflacja.

Wartość pieniądza w czasie 

Utrata siły nabywczej przez pieniądz na skutek inflacji ma oczywiście fatalne skutki dla budżetów gospodarstw domowych. To jeszcze jeden ukryty podatek, który poważnie ogranicza możliwości korzystania z owoców własnej pracy i nie sprzyja gromadzeniu oszczędności.

Nieco starsze pokolenie doskonale pamięta okres przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy boleśnie doświadczaliśmy hiper-inflacji. Tempo utraty siły nabywczej pieniądza ilustrowano wówczas sarkastyczną anegdotą, jak to rzucona na ziemię złotówka dolatywała do gruntu już tylko jako pięćdziesiąt groszy… Nikt nie oszczędzał wtedy pieniędzy, tylko jak najszybciej wymieniał je na trwałe dobra użytkowe (o ile były dostępne). Dziś wystarczy spojrzeć na Wenezuelę, aby przekonać się o gorzkich owocach inflacji. Charakterystyczne jest to, że władze Wenezueli dążą przede wszystkim do spłaty odsetek od rządowych kredytów, kosztem drastycznego ograniczenia finansowania usług publicznych.

Ile tracimy na inflacji możemy łatwo i dokładnie wyliczyć korzystając z dobrze znanej w biznesie formuły matematycznej nazywanej z angielska Net Present Value (NPV). Formuła ta stosowana jest w rozmaitych projektach do obliczania rzeczywistych kosztów określonego przedsięwzięcia w szczególności wtedy, gdy jego realizacja trwa dłużej niż rok. Można wyliczyć NPV — utratę siły nabywczej swoich pieniędzy w określonym czasie — według matematycznego wzoru, albo korzystając z gotowej formuły (funkcji) w popularnym arkuszu Microsoft Excel.

Inflacja to patologia, która niszczy zdrowe naturalne mechanizmy gospodarcze. Pojawiła się wraz z zalegalizowaniem XVII-wiecznego finansowego mega-oszustwa, na którym zbudowano współczesny globalny system finansowy, będący monstrualną piramidą finansową. Ta piramida runie, ponieważ w obiegu gospodarczym jest zbyt wiele pustego pieniądza napędzającego inflację. Inflacja to jeden z najważniejszych symboli nienormalnych czasów, w których żyjemy.

Zjawiska inflacji można jednak szybko się  pozbyć. Wystarczy jeśli zostanie ustanowione prawo zakazujące uchwalania budżetów państwa z deficytem,  zlikwiduje się lichwiarskie unormowania pozwalające bankom na udzielanie kredytów na zasadzie częściowej rezerwy, umorzy wyczarowane z niczego niespłacalne państwowe długi, a pełną kontrolę nad emisją pieniądza przejmie państwo. Banki natomiast zamiast lichwą i spekulacjami zajmą się ochroną kapitału i działalnością inwestycyjną. To takie oczywiste i proste, tylko… czy wykonalne?

Robert Werner 

więcej: PR News: Polacy znowu zaczęli wypłacać pieniądze z lokat