“Oćczyzno namilsza, Polszczo królewska, yako klejnot znamienity nosić cię trza w sercu … Swiat mondrosci pelen jest wszelakiey…Dobrzeby Bogu y Narodowi posluzyc dla dobra takowego, wzdy nie lacno krai occzysty zostawic dla  onych mondrosci lezonciech za siedzmi gorami a siedzmi morzami. “

Tak w roku 1625 rozpoczął  swój „Pamiętnik  Handlowca Zbigniew Stefański, jeden z pięciu Polaków jacy znaleźli się w pierwszej angielskiej osadzie w Ameryce, Jamestown. Tych pięciu Polaków, wezwanych na pomoc tej upadającej angielskiej kolonii w Ameryce przyczyniło się do jej przetrwania a tym samym do powstania przyszłych Stanów Zjednoczonych.

Jak potoczyłyby się losy świata bez Stanów Zjednoczonych? Dlaczego ta jakże ważna dla świata historia jest nieznana? Dlaczego sami Amerykanie, nie szczycą się swą pierwszą osadą? Dlaczego mitem założycielskim Ameryki, jest historia Pielgrzymów, którzy przybyli dopiero 15 lat po osadnikach z Jamestown? A przecież gdyby Jamestown nie przetrwało Pielgrzymi nie mieliby gdzie przybywać, gdyż Hiszpania i Francja podzieliłyby te tereny między sobą.

Jamestown było trzecią próbą angielskiej kolonizacji Ameryki. Dwie poprzednie próby zakończyły się niepowodzeniem, osady nie przetrwały. Pierwsza setka angielskich osadników przybyla głównie w poszukiwaniu złota, nie mieli zdolności jakie okazały się potrzebne w osadzie położonej na bagnach, otoczonej niezbyt przyjaznymi Indianami. Dlatego wezwano na pomoc Polaków.

Odkrycie Ameryki przez Krzysztofa Kolumba w roku 1492 otworzyło nową epokę w historii ludzkości. Nastał czas zdobyczy i współzawodnictwa, w którym uczestniczyły czołowe europejskie potęgi tamtych czasów. W owych czasach, Polska była potężnym krajem. Jednak w tych zdobyczach kolonialnych nie partycypowała, dlaczego? Skomentował to Zbigniew Stefański: 

„Od onych czasów Polus tym się kontentuje co ma, zawdy wei siedział daleko misy ze skarbów świata tego. A onych skarbów nagromadzono siła y to w sposoby drapieżne. Nam zasię Polakom z wyroków Boskich y wedle sumienia, drapieżyć po świecie się nie godziło.” 

Czy Hiszpanie, Francuzi, Holendrzy czy Portugalczycy dumni ze swoich bogactw, „zdobyczy”, rozumieją że pochodzą one z grabieży?

Angielski król Jakub I powołał w roku 1606 spółkę pod nazwą Virginia Company. Udziałowcy otrzymali monopol na handel z Indianami, wydobycie minerałów i innych materiałów niezbędnych do budowy infrastruktury i statków. Jednak dwie pierwsze próby osadnictwa anglosaskiego w Ameryce zakończyły się niepowodzeniem, nie przeżył ani jeden osadnik. Rok później zorganizowano trzecią wyprawę. Trzy statki „Susan Constant”, „Gospel” i „Discovery”, przywiozły grupę 104 osadników.

Pionierzy kierowani przez kapitana Johna Smitha, 14 maja 1607 roku dotarli nad rzekę James w Wirginii. Tutaj na wyspie założyli historyczną dziś osadę pod nazwą Jamestown.  Osadnicy płynący z Londynu liczyli na łatwy zarobek, wyobrażając sobie Amerykę jako kraj mlekiem i miodem (a raczej złotem i srebrem) płynący. W przeciwieństwie do Hiszpanów w Ameryce Południowej, złota ani srebra nie znaleźli. Za to pojawiły się problemy. Pierwszym i podstawowym był brak wykwalifikowanej siły roboczej.

Gros przybyłych do Jamestown osadników nie miała pojęcia o pracy. Byli to w części ludzie stanu szlacheckiego nienawykli to pracy fizycznej. W części zaś ludzie, którzy zapewne świetnie radzili sobie w świecie pieniędzy i interesów, ale nie zamierzali zajmować się karczowaniem lasów czy rzemiosłem.

Kapitan John Smith w swoich wspomnieniach „The True Travels” (London 1629) z wielką pogardą pisze o osadnikach. Nazwał ich vagabond gentelman, którym obca była ciężka praca fizyczna i jakakolwiek dyscyplina. Tylko dzięki charakterowi Smitha, który potrafił swoją wolę narzucić tej bandzie awanturników, powstały pierwsze domy i palisada chroniąca osadę przed atakami Indian.

„Ten kto nie pracuje ten nie je” – groził osadnikom i dodawał – „Nic tylko złoto, złoto i złoto.”

Drugim elementem, który przemawiał na niekorzyść było samo położenie osady. Z taktycznego punktu widzenia woda dawała osłonę od ataków ze strony Indian. Ale jednocześnie były to tereny podmokłe i bagienne o niekorzystnym klimacie, nienadające się do uprawy roli. Brakowało świeżej i czystej wody. Wszystko to wraz ze zmniejszającymi się zapasami jedzenia sprawiało, że szerzyły się choroby dziesiątkujące kolonistów, a wśród kolonistów trwały nieustanne waśnie i intrygi.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Zaledwie rok wystarczył by osada zaczęła stopniowo popadać w ruinę. I kiedy wydawało się, że Jamestown podzieli los poprzednich kolonii, na pomoc przyszła rozsądna decyzja kapitana Johna Smitha. Dzięki  jego interwencji u samego króla wydano zgodę na sprowadzenie do kolonii obcokrajowców – Holendrów lub Niemców (byli oni nazywani Dutch) i Polaków.

Kapitan Smith znał Rzeczpospolitą i jej mieszkańców. Gdy jako sierota opuścił ojczystą Anglię, przez wiele lat wędrował po Europie w poszukiwaniu przygód. Brał udział w wojnie węgiersko – tureckiej, podczas której dostał się do niewoli. Znalazł się w rękach Turków, udało mu się uciec i przez Rzeczpospolitą wrócił na Zachód. W swoich wspomnieniach z wdzięcznością opisywał gościnność i pomoc, jaką okazali mu Polacy. Poznał ich jako oddanych przyjaciół i ludzi umiejących nawiązać współpracę z innymi. Zapamiętał, jakim szacunkiem darzą pracę. Zapamiętał ich wielkie zdolności twórcze.

1 października 1608 roku na statku „Mary and Margaret” pod dowództwem kpt. Christophera Newporta, do Jamestown  przybyło pięciu pierwszych polskich osadników. Byli to dwaj polscy szlachcice, Michał Łowicki z Londynu i Jan Bogdan z Kołomyi, oraz rzemieślnicy –  Zbigniew Stefański, Jan (Jur) Mata i Stanisław Sadowski.

„Dzieki ci Boże wszechmogący, bondź błogosławion iże wedle woley a sprawy Twoyei swientei, szczęśliwie przestąpilim te głebie nieogarnione.”

Tymi słowami Polacy powitali nowy ląd. Ale to co zobaczyli, Zbigniew Stefanski skomentował:

„Co dopiero odyechiwali Angliczyki do ty krainy, nijakiego ladu z nimi…ieno się darmo wloczyli po światu, obyczajnośći niyaki u nich za nic…”

Londyńska Kompania świadomie wynajęła polskich robotników, wiedząc, jakimi walorami się odznaczali. Przysługiwało im wynagrodzenie w naturze i zapłata pieniężna – 36 szylingów miesięcznie. Ci fachowcy w produkcji szkła, smoły, dziegciu, ługu i potasu od razu zabrali się do pracy. Tak to opisywał Stefanski:

„ Yur Mata co to yi Yaskiem tyz zowali, do mydla byl obran, zasie Yan Bogdan co w Danzigu okręty budowal, ostal do tak onego budowku, Stach Sadowski z Radomia co domy budowal y tarl drwa na dechy do tego tez był porwan. Ya zasie do szklarstwa powolan był…”

Sytuację jaką tam zastali Stefański tak opisuje:

„Sadno biedy we Wirginiyey w obyczajach ty osady było. Drwa pod budowe malo, nicz tam tarli, smoly ani pakul, śkla takoz ni ocz, zasie swady a gniewow cale obruszenie!”

Zaraz po przybyciu Polacy zapewnili osadzie świeżą wodę budując pierwszą studnię, wcześniej osadnicy pili wodę z rzeki rozcieńczoną whisky. To oni zbudowali piec hutniczy do wyrobu szkła. Była to pierwsza fabryka w Ameryce, a jej wyroby pierwszymi produktami eksportowanymi do Europy. Produkty szklane wymieniano z ludnością Indiańską na jakże potrzebne pożywienie. To oni produkowali smołę  i dziegć niezbędne do budowy i remontu statków. W trzy miesiące wyprodukowano około 16 tysięcy funtów smoły, dziegciu i ługu. To oni wznosili domy i fortyfikacje. Polacy szybko zyskali sobie sympatię kapitana Smitha. Nie stało się jednak tak z Holendrami (Niemcami). O nich to John Smith pisał:

”(…) byli to ludzie dziesięć razy zdolniejsi do zepsucia osady, niż do rozpoczęcia lub do pomocy w jej utrzymaniu.”  

A Zbigniew Stefański dodał:

„Zakalą oney Wirginiyey wnet ze potem ostali się Niemiaszkowie. Lada wiatrom dawali się zwodzić. Po cichu  arsenal Angliczykom łupili a potem broń sczelną hecle wybierali y wei dzikusom wychandlowali…”

Kapitan Smith był wdzięczny Polakom za uratowanie mu życia. Kiedy rosły wódz Powhattan próbował go utopić w rzece, zawołał o pomoc pracujących nieopodal:

„Polonians! Polonians!”

Tak to opisał Stefanski:

„Uważywszy iż nasz kapitan srodze iest zagrozon, chycilim mieczyki nasze y k rzece ya y Bogdan podskoczylim… Aleć już z dali widalim ze ino jeden sam krol Ocipon ze strzelbo w jedny rence drugo topił nierosłego kapitana Szmyta wraz z ichnim mieczykiem w rzece…

Polacy nie zabili jednak napastnika czego żadał Smith.

“Szmyt zrazu dać onemu koniec w rzece nakazywal, ale nie mielim serca rzezać jako barana, a ony nedznik y tak od śmierci z naszej renki nam wyplakal, o litość wołajonc.”

Twarde, lecz skuteczne rządy kapitana Smitha, które zapewniły rozwój kolonii zostały przerwane w październiku 1609. Kapitan ranny wskutek eksplozji prochu decyduje się na powrót do Anglii. Kilku Polakow z Jamestown postanowiło wyjechać wraz z nim.

„W zeszlym lecie naszlim samo biede, tera ostawilim dusz do 500, pośrzod nich do 100 w wojsku obytych, prochu, strzelb, halabardow az nadto do obrony…Domów zasie iuz wei ze 60 barz wiele naszy budowy…” napisał Stefański.

Gdy zabraklo kapitana Smitha, znów w osadzie rozpoczęły się poważne konflikty. Ciężka zima, napady Indian, choroby i głód dziesiątkowały ludzi. Zjadano skóry końskie, węże wodne a nawet własne buty. Zdarzały się wypadki ludożerstwa. Jedynie  60 spośród pierwszych osadników przetrwało klęskę głodu i zimę roku 1609.

Osadę uratowało przybycie w 1610 roku flotylli statków angielskich pod dowództwem lorda De la Ware. Wraz z nim przybyli, tym razem w większej liczbie, Polacy. Zbigniew Stefański zanotował:

„(…) z okrenty wiency naszych kompanow z Londynu w Wirginiyey wysypowali. Iawili się Mateusz Granza, Alberus Malaszko, Ianko Kulawy, Gwidon Stoika, Tomasz Mientus y Karol Zrenica…”

Za namową lorda De la Warre powrócili do Jamestown Stefański i Bogdan, zabierając poznane w Holandii narzeczone, Berthę i Anne. Zbigniew Stefański napisał:

„Wsze roboty lepi ruszyli, czasu nam wei dalo na wypoczynek, ize na harce y igranie pore znachodzilim…iazem po społu ze Sadowskim, Mato, Miętusem, Stoiko y Zrenico w palanta wdziecznie gralim. Nawiecy igralim w niedziele, gałki ze szmat krenconc…Igralim aze dzikusy nabiezeli obsiesc wokól a się dziwowac polszczo igraszko”.

Czy Amerykanie zdzierżą myśl, że ich „narodowy” sport, bejsbol, przywędrował do Ameryki z Polski?! W Jamestown mieszkało wtedy blisko 50 Polaków. W relacji Jakuba Rolfe’a o stanie kolonii znajduje się informacja, że w okolicach Jamestown są wytwórnie smoły, dziegciu, potasu, wegła drzewnego i inne. Tylko Polacy potrafili to produkować.

„Ongić ku opatrzeniu zdrowia naszego dopytał medyka Wawrzeńca Bohuna.”

pierwszym lekarzem w kolonii był Wawrzyniec Bohun, którego tak wsponima Stefański:

“(…) zawdy pilnie rozwazalim co ony doktor powiedział. Zawdy przecie nam o Białestoku wspominki poczynał…”

Z 1616 roku pochodzi informacja, że w bitwie z Indianami odznaczył się Polak Robert, który podczas walki wziął do niewoli jednego z wodzów indiańskich. W roku 1620 w niepodziewanym ataku Indian zginął „Matthew a Polander”, Mateusz Gamza.

W 1618 roku Wirginia otrzymała od króla angielskiego ograniczoną autonomię, w ramach której osadnicy mieli wybrać swoich przedstawicieli do własnego zgromadzenia ustawodawczego, Hause of Burgesses. Polacy mieszkający w Jamestown poinformowali urzędników angielskich, że również zamierzają wziąć udział w głosowaniu. W odpowiedzi usłyszeli, że prawo to dotyczy tylko poddanych angielskich, a nie obcokrajowców. Ale przecież zarządzenie o autonomii mówiło o osadnikach w Wirginii bez względu na to skąd pochodzą. Perswazje te nie znalazły niestety zrozumienia Anglików, Polacy porzucili więc pracę. Zbigniew Stefanski:

„Angliczyki iako zbytne łgorze, omylne obietnice dawali nam Polachom, omylne dekreta, w ponizenie nas kładonc…”

Rozpoczął się pierwszy polityczny strajk w historii Ameryki. Jednak nie był to strajk o warunki pracy czy płacy. Polacy walczyli o prawa obywatelskie i polityczne. Byli pozbawieni przywilejów, jakie posiadali poddani króla Anglii, nie posiadali prawa do głosowania. Strajk był niezwykle skuteczny. Zdumieni Anglicy  szybko zorientowali się jak dotkliwe mogą być jego skutki ekonomiczne. Sprawa dotarła do Londynu.

W książce – The Court Book of Virginia w zapisie z 21 lipca 1616 roku zanotowano:

„W sprawie sporu Polaków zamieszkałych w Wirginii postanowiono teraz, że mają być obdarzeni prawem głosu i uczynieni tak wolnymi jak każdy inny mieszkaniec tamtejszy. Aby ich zręczność w robieniu smoły, dziegciu i ługu nie zginęła wraz z tymi, postanowiono, że niektórzy młodzieńcy mają być przydatni do wyuczenia się ich zręcznośći i wiedzy w tym fachu dla dobra przyszłości kraju.”

Coraz więcej emigrantów przybywało do Jamestown. Polacy teraz zajmowali się budową domów dla nowoprzybyłych. W roku 1618 w kolonii żyło około 600 osadników. W latach 1618 – 1624 3570 emigrantów z Anglii przybyło do Wirginni. Jednak około 3 tysiące z nich zmarło z głodu i chorób. Indianska masakra z roku 1622 pochłonęła 347 ofiar. W roku 1905, amerykański historyk, Edward Channing napisał:

„Zamiast ostrożnie zbadać przyczyny tych nieszczęść London Company kontynuowała wysyłanie osadników do kolonii”.

Część osadników wracała z powrotem do Anglii, Polacy jednak w większości zostali. Otrzymywali przydziały ziemi, stawali się farmerami. Jednak nie mieli prawa do  uprawy tytoniu, którego plantacje te staly się bardzo dochodowe. W roku 1622 Stefański powrócił do Europy:

„(…) po dwienasciech lecia moyi Berty, a tzynasciech moyich we Wirginiyey, tesknica toko to mojo Bertke pocienglo do Harlamu, do yi oćców a powinowatych…Bogday prawda, dosc sie oczy naszemi przypatrywali na ty zywot zamorszczy…Kiedy zywot nadmierznie w onym kraju…ize sam bylech po temu – na pirszy okrent weslim y Wirginiyey ostawilim na wieki”.

Boghan i Anna pozostali. Zbigniew Stefański:

„Bogdan y Anna ostali, iakoz y drugie Polachy, nie widali rezony bych ienkszego chleba gdzieys wypatrywac…Bogdan tabak plantowal, a ienksze wei ondziez się oporzondzili…Nimalo w nawyk onym naszlo…”

To Polacy ciężka pracą, talentem i poświęceniem uratowali tą pierwszą kolonię przed upadkiem. Zasługi Polaków u zarania anglosaskiego osadnictwa nie są znane. A imigranci to przecież podstawa istnienia Stanów Zjednoczonych. To ich trud sprawił, że dziś jest to potęga gospodarcza i militarna. Jednak, szczególnie w Ameryce, trzeba chcieć i umieć się zareklamować. O ile o pielgrzymach ze statku „Mayflower”,  którzy przybyli do Ameryki w 1620 roku, pisze się we wszystkich podręcznikach do nauki historii w Stanach Zjednoczonych, to o Polakach, którzy byli pionierami nie tylko przemysłu amerykańskiego, ale również ojcami amerykańskiej demokracji, w opracowaniach tych w ogóle się nie wspomina. A gdyby Jamestown  nie przetrwało, Hiszpania i Francja podzieliłyby Amerykę między sobą i Stany Zjednoczone nigdy by nie powstały.

Do chwalebnych wyjątków należały wypowiedzi i działania niektórych kongresmanów amerykańskich. W 1958 roku, w 350 rocznicę przybycia polskich osadników do Ameryki, kongresman republikański z New Jersey, Frank C. Osmers w przemówieniu w Kongresie Stanów Zjednoczonych powiedział:

”Polacy wraz  z kapitanem Smithem przebijali się przez lasy, torując drogę i zakładając pierwsze fabryki w Nowym Świecie. (…) Nie korzyści ekonomiczne były motywem tego strajku, lecz walka o zasadę powszechnego prawa wyborczego.”

Podczas obchodów czterystulecia osadnictwa w Jamestown nikt nie wspomniał o Polakach. Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Frank Spula wypomniał tygodnikowi “US News & World Report” pominięcie Polaków w artykule o pierwszych osadnikach. Jednak żadna organizacja polonijna nie zadbała o uwypuklenie udziału Polaków w budowie fundamentów Stanów Zjednoczonych. Co roku Jamestown odwiedzane jest przez setki tysięcy turystów a w tamtejszym wspaniałym Muzeum jedyna wzmianka o Polakach to maleńka tablica pamiątkowa … leżąca na muzealnym parkingu!

Sześćdziesiąt lat temu prezydent Dwight D. Eisenhower, napisał:

„Od najwcześniejszych dni Amerykanie polskiego pochodzenia dawali wiele ze swej bogatej kultury, historii i duchowego dziedzictwa”.

Prezydent Gerald Ford w roku 1973 pisał:

„Historia o tym jak polscy emigranci pomagali w założeniu osady w Jamestown jest niezwykle barwna. Pomysłowość i kwalifikacje, jakie zaprezentowali ci polscy emigranci napawają wszystkich Amerykanów Polskiego pochodzenia dumą. Te właśnie cechy uczyniły Amerykę wielkim krajem.”

W ten oto sposób Polacy nie tylko zbudowali zręby Amerykańskiej gospodarki, ale przyczynili się też do rozwoju demokracji i wolności na kontynencie, na którym przez następne 400 lat przybysze ze wszystkich zakątków globu widzieli Ziemię Obiecaną. Zbigniew Stafanski z żoną Bertą osiadł w Holandii. Tam też w roku 1625 opublikował swoje pamiętniki: „Memorarialium Commercatolis”. Kończą się one tak:

 „W ziwocie naszem Polszem nie zawzdy zasie y czas bywa po temu, izby we świat wielgi pomykac, aby od innych zyszczeć nauk siła, na potym od postronnych narodow przykład pobrawszy, u nas zic takoz zacnie y zyszczec posluch y respectum od namoznieyszych kraiow inkszych…”

Polacy w historii Stanów Zjednoczonych kojarzą się nam z Tadeuszem Kościuszko i Kazimierzem Pułaskim. Niewiele wiemy o naszych rodakach, którzy jako pierwsi ponad 400 lat temu wylądowali na kontynencie amerykańskim. Więcej wiemy kłopotach osadników z Indianami z federacji Pawhatan. Piękna córka wodza Powhatan, księżniczka Pocahontas uratowała wówczas życie kapitana Smitha. Tyle mówi legenda, znana niemal w całym świecie. O tym, że to Polacy uratowali nie tylko życie kapitana Smitha ale i samą kolonię w Jamestown, nie wie niemal nikt.

Czy dzisiaj, po ponad 400 latach od przybycia pierwszych Polaków do Ameryki, Polacy i Polonia Amerykańska potrafią przypomnieć światu o swoim wkładzie w budowę i przetrwanie osady Jamestown? Jak dotąd nikt nigdzie nie wybudował żadnego pomnika tym pięciu Polakom-budowniczm Ameryki. A przecież gdyby ta maleńka osada nie przetrwała, prawdopodobnie Anglicy straciliby zainteresowanie dla Nowej Ziemi, a wtedy świat mógłby wyglądać zupełnie inaczej.

Eugeniusz Starky  |  www.elitaart.eu  |  eugenestarky@aol.com

Artykuł w wersji angielskojęzycznej: The True Heroes of Jamestown (PDF)